Muzyczna wibracja

Kwiecień 11, 2009

Poniżej zapis moich wynurzeń z ćwiczeń z przedmiotu „Nauki o komunikowaniu” o muzyce a konkretnie o jej formie i treści.

Muzyka jest istotnym elementem naszego życia. Odbieramy ją na wiele możliwych sposobów. Jednak można podzielić to na 2 podstawowe drogi odbioru:

Z muzyką najczęściej spotykamy się, gdy słuchamy jej z głośników. Bardzo różnych głośników. Czy to z wieży, komputera lub też słuchawek podłączonych do naszego odtwarzacza lub też mimo woli gdy np. jedziemy autobusem i kierowca włącza radio, w którym lecą kawałki zazwyczaj o małej wartości artystycznej. Różne mamy też podejścia do tematu w sensie treści. Część traktuje to w sensie „żeby cośtam leciało” i nie przywiązuje wielkiej wagi do tekstów ani wykonania. Jest to mało wymagający typ muzycznego konsumenta. Po drugiej stronie stoją ludzie, którzy czegoś jednak od słyszanych rytmów oczekują. Tacy zwracają uwagę na to, co zawiera utwór i nierzadko potrafią odróżnić muzykę dobrą od złej (acz nie zawsze, co jest jednak kwestią gustu). Utwory pod względem treści dzielimy na 2 grupy:

Z przekazem bezpośrednim mamy do czynienia, gdy treść utworu jest tożsama z tym, co chce przekazać autor. Z tego typu przekazem stykamy się, chociażby w mało wymagających piosenkach o miłości (nie oszukujmy się, 90% produkcji muzycznych na świecie dotyczy właśnie tej tematyki). Z drugiej strony mamy np. wykonawców rapowych zaliczających się do nurtu tzw. ulicznego, którzy opisują bez zbędnego koloryzowania swoje otoczenie. Nie jest to jakaś stała prawidłowość, zważywszy na to, że muzyka rap daje niespotykane jak dotąd możliwości przekazu i przyporządkowywanie do grupy dosłownego przekazu jakiegoś nurtu rapowego mija się z celem.

Z drugiej strony stykamy się często z sytuacjami, gdy tekst nagrania ma postać przenośną, tzn. że przekaz liryczny nie jest dosłowny. Tutaj również spotykamy się z tzw. „ciemną stroną” poprzez pochłanianie kolejnych grafomańskich delikatesów w stylu „orłówcieniów” itp. Jednak tutaj pole do popisu mają zazwyczaj ambitniejsi wykonawcy (czasami można wręcz powiedzieć „awangardowi”). Taka postać treści znajduje dużo większe uznanie wśród krytyków i bardziej wymagających odbiorców, ale trzeba podczas pisania takiego tekstu być ostrożnym, gdyż o banał nietrudno.

Utwory można również podzielić ze względu na formę. Chodzi tutaj o granie muzyki na żywo. A nie ma nic bardziej wyjątkowego niż wysłuchanie ulubionych kompozycji w wykonaniu unikalnym (drugi raz utwór nie zostanie wykonany w ten sposób). Formę dzielimy również na 2 rodzaje:

Pierwszy, ten bardziej żywiołowy, bezpośredni występuje na koncertach muzyki pop, rap, rock itd. Ważną rzeczą w występach live jest tzw. przepływ energii. Owa energia utrzymuje się już przed występem na wejściu do lokalu, przed sceną, gdy publikę rozgrzewa DJ, grający swój set. Tutaj stopień napięcia zależny jest od jednostki. Gdy publiczność czeka z niecierpliwością, cała aura unosi się w powietrzu i jest niejako w bezruchu. Dopiero, gdy wykonawca wychodzi na scenę następuje jej wybuch. Sam artysta również wytwarza w sobie ową moc. Przejawia się ona w tremie przed występem, której punkt kulminacyjny następuje dosłownie na minuty przed wejściem. Dopiero po pojawieniu się na scenie i najczęściej wykrzyknięciu paru słów do publiki, następuje wyrzucenie z siebie części napięcia. Reszta wychodzi najczęściej po zagraniu pierwszego numeru. Wytworzona energia trafia do odbiorców, co pobudza ich jeszcze bardziej, a aura pochodząca od publiczności trafia do artysty, co nakręca go jeszcze bardziej i motywuje do dania z siebie nie 100 ale nierzadko i od 150% w górę!

Drugi sposób jest mniej bezpośredni. Występuje na występach jazzowych, muzyki klasycznej itp. Ludzie, którzy przyszli na koncert, są zupełnie spokojni. Po wykonawcy można zauważyć że jest w 100% skupiony na tym, jak ma zagrać. Nie widać po nim żadnych emocji, lecz one niewątpliwie są, tylko wyrzucane są w sposób pośredni poprzez instrument muzyczny w sposób stopniowy, niegwałtowny. Obieg energii jest, acz nie ma tyle warstw, co w sposobie bezpośrednim. Widownia jest w większości zupełnie spokojna i nie odznacza się jakimiś większymi skokami napięcia. Gdy muzyk wychodzi, również wyrzuca z siebie stres poprzez grę, aura ta w sposób umiarkowany trafia do publiki a ta po skończonym wykonaniu oddaje emocje, nagradzając występ brawami, które motywują artystę do dalszego wysiłku.

Reklamy

Bio z mojego Myspace. Bez polskich znaków ;p

POCZATKI
Wakacje 2000 Krasnobród. Kiedys siedzielismy sobie w hotelowym barku i ziomek z Lublina zapuscil kawalek Eminema-The Real Slim Shady. Zabujalo mna i wyszlo na to ze spodobalo mi sie. Nastepnie w ogien poszedl skit Ken Kaniff (w celu zrobienia siary…z reszta posluchajcie a dowiecie sie o co mi chodzilo). Wtedy zdecydowalem sie pozyczyc na noc kasetke w celu gruntownego przesluchania. Wyszlo na to, ze bylem juz zarazony. Przy pierwszej wizycie w realu kupilem sobie za 30 zeta ta plyte…dalej poszlo z górki.
PIERWSZE PROJEKTY
Kiedys w 6 klasie podstawówki zajarani twórczoscia Eminema w latach 2000-2001 chcielismy z 4 chlopakami zrobic sobie wlasny sklad.Twór nazwalismy K.O. Sklad. Pisalismy jakies teksty (glównie ja i 1 kumpel) ale byly one smieszne, bo podobne do Naglego Ataku Spawacza z plyty „Brat Juzef” (kto slyszal ten wie o co chodzi)… Ekipa sie wkrótce rozpadla bo w sumie czego tu wymagac od 12-letnich niedoszlych raperów?. Pomyslalem ze jak bede starszy to zrobie na pewno jakas plytke. Mialem w 2003 roku nagrac cos na jamniku z fatalna jakoscia, ale wstrzymalem sie z tym. Zaczalem pisac jakies teksty ale ich poziom pozostawial wiele do zyczenia. Na tymze jamniku nagralem swój projekt „Fabryka 00” który mial byc czyms w stylu alternatywy dla Huty 99.Nagralem to,kasetka wyszla ale bardzo niewielu ludzi ja sluchalo.95 % tekstów powstawalo spontanicznie, w chwili nagrywania, stad bardzo niski poziom tego czegos. W 2004 w maju nagralem na eJayu swoje dwa pierwsze kawalki. Byly one o ludziach z jednego forum internetowego lecz byly one bardzo slabe.Oba bity swojej produkcji wyklepane z „idzejowskich” klocków lacznie w ok 5 minut,brak jakiegokolwiek wpasowania sie w owe „podklady” dalo kolejny shit w moim wykonaniu. Pomyslalem ze nieco poczekam jeszcze z tym,znajde jakiegos producenta który moze zrobic mi bity. Pod koniec 04 zaczalem nagrywac swoje freestyle na rejestratorze dzwieku, czym po raz pierwszy dalem o sobie znac szerszej publice.Oczywiscie o poziomie nie wspominam :P.Ale byl to mój pierwszy krok w krótkiej lokalnej freestylowej „karierze”. Pózniej rzucilem feralny rejestrator i zaczalem nagrywac Sound Forge’m 5 co trwa do dzisiaj. W lutym-marcu 2005 nagralem pierwszy prawdziwy kawalek pt. LTW-GRB,zaczynajac niejako prace nad 1 materialem,który jak sie okazalo wyszedl dnia 8 czerwca 2005.Plytka nazywa sie „Chce Tu Byc” przyjela sie calkiem niezle,dla wielu ludzi byla ona zaskoczeniem. Cóz, 11 tracków glównie na kradzionych bitach,rózniaste tematy podzielone na 3 czesci od blokowiska do jointów o milosci (nigdy wiecej!) i przyjazni oraz zupelnie nowa jakosc w porównaniu do poprzednich dokonan,choc dzis oceniam ta produkcje dosc przecietnie, to byla ona mi bardzo potrzebna.Okladka zrobiona z 2 zdjec z sesji zdjeciowej przed blokiem, z dodanymi okienkami i napisami autorstwa Czarnego i Fiero (choc ciezko opisac co czulem jak dostalem do reki pierwszy opakowany egzemplarz okladki).Jakby nie patrzec jest to najbardziej znana rzecz (obok featów na GRB) jaka zdarzylo mi sie wydac. Na pewno to bylo cos zupelnie nowego i wielu nie spodziewalo sie ze moge rapowac no i byl to juz chyba ostatni rok ogólnopolskiego boomu na hip-hop.W czasie robienia plyty daje pare freestyle’i w szkole, w tym jeden naprawde udany na dyskotece szkolnej (wiadomo,mniejsze miasto to i nie ma gdzie grac…),gdzie wielu wreszcie moglo uslyszec kim jestem.Wycinek tego wolnego stylu mozna bylo uslyszec na drugim moim LP.
GRB
Sklad GRB powstal 8 lutego 2005 w wyniku wyzej wspomnianego wolnego stylu z inicjatywy moich ziomków z osiedla (lub je reprezentujacych): Gutka,MateJa,Mary,Bronka,Lychy i DJa Fixa.Gdy ów fakt zostal mi przedstawiony, wiedzialem ze dojdzie do bliskiej wspólpracy. Pierwsze nagranie powstalo ok. lutego/marca. Najpierw zespól nazywal sie 3MS, pózniej GRB 3MS az w koncu doszedl do formy GRB. Po 2 nagrywce ekipe opuscili Lycha i DJ Fix,którzy w wakacje na krótko wróca do zespolu (lecz nie zarajestruja zadnej zwrotki oprócz skitu z DJem Fixem „To Nie Rozkaz”). Prace nad plytka „3 maj” trwaly glównie podczas wakacji 05 w CMC Studio u MateJa. CD liczyl 14 tracków a ja udzielilem sie az w 5 z nich. Podklady glównie z wp.pl, glównie tematyka zyciowa acz znalazlo sie tam miejsce na szalony eksperyment pt. „Techno Mix” robiony raczej dla polewki,na podkladzie pewnego przeboju o którym w chwili nagrywania tego jointa malo kto slyszal i tak naprawde ów „przebój” „wybuchl” dopiero niecaly rok pózniej. W przeddzien wydania zagralismy wspólny koncert u MateJa…na balkonie! Poszlo troche freestyle’i,moich solo kawalin jak i tracków z „3 Maja”. Oczywiscie bylo troche przypalu (MateJ nie mieszka na naszej osce :P) ale swój pierwszy prawdziwy koncert oceniam pozytywnie ;]. Co do samej produkcji – jest srednia, w pewnych momentach slaba ,no ale slychac ze chlopaki nie mieli wczesniej obycia z majkiem. Ze swoich featów jestem w wiekszosci niezadowolony. Po 1 wrzesnia (dniu premiery) ze skladu odszedl Mara a nastepnie Bronek. Wkrótce oficjalnie dolaczylem do GRB (tym samym projekt GRB-Unit – GRB+DDZ poszedl na smietnik).Chcielismy kontynuowac dzialalnosc zaraz po mojej 2 solówce – byly plany mixtape’u GRB i 2 plyty ekipy.W 3-osobowym skladzie ekipa zdolala nagrac tylko 1 kawalek – dopiero niecaly rok pózniej na 2 mój LP kawalek pt. „Sie Dzieje”. Po roku ze skladu odchodzi MateJ, sprowadzajac sie do roli gospodarza studia. Przekladajac kolejne terminy nagrywek dochodzimy do wniosku z Gutkiem ze nie warto ciagnac tego dalej wiec dnia 9 pazdziernika 2007 podjelismy decyzje o zakonczeniu dzialalnosci GRB jako zespolu rapowego.Wystarczy powiedziec ze w 2006 zrobilismy 2 nagrywki a w 2007 zadnej.W 2005 nagrane bylo 15 kawalków w 2006 jeden a w nastepnym roku? Ile? Tak, zgadliscie – ZERO. Mysle ze zlozylo sie na to przede wszytskim koniec boomu na rap,wzrastanie popularnosci techno i disco-polo,zbyt dlugie nagrywanie mojej 2 solówki. Mimo to trzeba podziekowac wszystkim membersom ze w ogóle chcieli robic cokolwiek i za te 2 lata róznych jazd.
ROK 2006 – ROK PREZYDENTA
Wiadomo bylo ze po zakonczeniu prac nad „Chce Tu Byc” tzreba bedzie wydac cos nowego. Do kontynuacji wzialem sie juz w wakacje 05, gdy kupilem nowy sprzet i nagralem kawalek na skladanke Krychy (Jelenia Góra/Lottum) oraz kawalek traktujacy o procesie nagrywania bedacy pierwszym z nowej produkcji (który jak sie pózniej okazalo wylecial po wielu wersjach z ostatecznej tracklisty gdyz uznalem wówczas ze jest niezrozumialy i jest niewiadomo o czym,jakiez bylo moje zdziwienie gdy na wiosne 06 Ostry wypuscil w swiat „O Robieniu Bitów”…). W 2005 nagralem jeszcze jeden kawalek o moich poczatkach z rapem. Nowa plytka powstawala jeszcze przez pól 2006 r. W miedzyczasie nastapilo freestylowe apogeum i w nastepnym roku marzylem o wzieciu udzialu w eliminacjach do WBW. Dodatkowo nawiazalem kontakt z Madem i Spektrumem – lubartowskimi MCs.Dodatkowo stworzylem mini label LTWInDaHouseRecs i DJa M-16 – odpowiednik DJa Buhha w WJ.Zlapalem kontakt z PzS – mloda krwia lubartowskiego rapu nagrywajac nawet z jednym z nich kawalek na bicie HG – „Zycie Warszawy” na podobnym patencie. Nowa plyta wyszla jak plyta GRB – 1 wrzesnia. W odróznieniu od pierwszej plytki podklady w 100% robione juz przez znajomych (Elm,Tomas,Krycha,Zamoy a.k.a. Vocem) – glównie elektronika ale zdarzylo sie pare klasyków. Tematyka bardziej ofensywna, mniej przystepna dla nierapowego ucha idaca czesto w kierunku braggów i walki z hejterstwem.Jak juz wspomnialem tylko 2 z 14 tracków (w tym 3 skity) nagrane w 2005. Material mniej znany od poprzedniego z powodu zakonczenia sie boomu na rap jak i ostrozniejszej promocji. Mialo byc duzo featów, lecz oprócz osiedlowej ekipy nie wyszlo nic z tego. Mad i Spekt zakonczyli swoje przygody z rapem odbijajac w calkiem inne klimaty a z Dylonem z LBN urwal mi sie kontakt. Produkcja byla juz na dobrym poziomie (na pewno wyzszym niz debiut), a miala sie wczesniej nazywac „El Presidente” lecz rozyslilem sie i doszedlem do wniosku ze nie bede sciagal z Eldoki i bedzie to tylko nawiazanie po angielsku. Okladka juz wyzszych lotów wykonana przez Poliego. W drugiej polowie 2006 minela mi zajawka na styl wolny i obecnie jade free tylko okazyjnie. Tak jak na hip-hopowej imprezie w moim miescie – Rap Explozji. Tam poznalem sie z SenonSonikiem – beatboxerem i raperem z LTW mieszkajacego obecnie w Lublinie.
MIAL BYC MIXTAPE?
Do grudnia trwala przerwa od nagrywania, gdy na swieta ukazal sie debiutancki singiel projektu DDZ & Zamoy – „Swiatecznie”. Na poczatku 2007 podjalem decyzje o zebraniu wszytskich znajomych na 1 albumie – wydanie mixtape’u DJa M-16. Plan byl dosc ambitny bo zakladal ok 30 tracków na kradzionych bitach z mojej sporej kolekcji rózniastych instrumentali i dwuplytowe wydawnictwo. Z mysla o tej produkcji powstaly 3 tracki – 2 moje i 1 Krychy. Lecz jak sie pózniej okazalo, musialem anulowac prace nad projektem, poniewaz duza wiekszosc zaproszonych nie miala czasu z uwagi na swoje wlasne materialy. Ze zrobione kawalki byly niezle a nie chcialem ich marnowac i mialem patenty na wykorzystanie kolejnych instrumentali wpadlem na pomysl ze wezme sie za 3 solówke.
PRZYSZLOSC
Po wydaniu 3 plyty i zakonczeniu trzyletniej solowej trylogii, biore sie za wspólna EPke z Zamoyem (który niedawno zmienil pseudo na Vocem) oraz jakis projekt z H-Funkiem (a.k.a. Hoonek,SKi), który dopiero wchodzi rapowanie (a jest równiez B-Boyem). Prace trwaly od marca do listopada 07. Znowu 14 tracków tym razem podzielonych na 2 czesci. Tym razem wiekszosc zaproszonych na plytke skorzystala z okazji: H-Funk znany takze jako Hoonek i Ski (ten od bitu w „Jak To Jest?”),PzS,Dystans Crew (czarny kon plyty jak dla mnie),Buda ze skladu Forma Stylu no i niezyjace juz GRB na skicie. Cedek poszedl nieco w strone eksperymentów zarówno wokalnych jak i bitowych. Okladke zrobil Elm (znany z duzej liczby produkcji na „Da President”). Inspirowana byla GTA San Andreas co mialo podkreslac nielegalny charakter plyty. Po premierze nastapil czas przerwy, wyzwan zyciowych (matura :P) i kompletowania nowego sprzetu. W tym czasie z Gutkiem doszlismy do porozumienia ze reaktywujemy GRB i wydamy kolejna produkcje. Niestety wszystko jest uzaleznione od spraw sprzetowych wiec ciezko powiedziec kiedy sie mozna bedzie spodziewac GRB 2. Warty nadmienienia jest fakt ze zagralismy równiez koncert w lubartowskim Mlodziezowym Domu Kultury. Impreza, choć ludzie nie dopisali – bardzo udana. Ostatni wystep miał miejsce w grudniu 2008, gdzie wystapilismy na hip-hopowym koncercie mikołajkowym organizowanym przez lokalny tygodnik „Wspolnota”. Moge w tym miejscu powiedziec ze to prawdopodobnie nasz najlepszy wystep live, mimo zagrania wlasciwie tylko jednego kawalka.  Po dłuzszej przerwie wychodzi reedycja ze zmasterowanymi najlepszymi kawalkami jak i paroma nowymi rzeczami i bonusami. Jezeli chodzi o plany to oprocz wspomnianej przed chwila plytki i GRB 2, mam na glowie projekt z Mierzwa oraz z ziomkami ze studiów. Po przerwie trzeba sie zmobilizowac do pracy by wypuszczac kolejne dobre produkcje. A jak!

Recenzja – Dream 7

Marzec 17, 2009

Jako że pierwszy wpis był trochę na szybko, teraz już coś konkretnego.  Jako że jestem studenem dziennikarstwa, będą tutaj pojawiały się rzeczy z tym związane. Na pierwszy ogień idzie recenzja gali Dream z 8 marca do przeczytania również na MMAniacs.pl.

Dream 7

Siódma gala Dream otwierała sezon 2009. Event ten stanowi pierwszą rundę GP FW. Nie jest to taka typowa waga piórkowa, gdyż limit jest pomiędzy FW a BW (-63 kg.). Dream do swojego turnieju zaangażowało głównie doświadczonych fighterów mających już pewną pozycję na rynku, ale też 2 debiutantów. Pary turniejowe zostały rozstawione bardzo ciekawie. Nie zabrakło też superfightów, których tym razem było sztuk 3, żaden nie przekraczał 74 kg. Tak więc zapowiadała się bardzo szybka i dynamiczna gala.

Dream FW GP 1 runda: Takafumi Otsuka vs. Bibiano Fernandes
Spodziewałem się, że po gongu zawodnicy ruszą pełną parą i tak faktycznie było. Próba obalenia z jednej i z drugiej strony, zakończona sukcesem Brazylijczyka. Przez następne ok. 4 minuty nie działo się wiele, jednak przy którymś uderzeniu Fernandes rozwalił nos przeciwnikowi. Sędzia podnosi walkę do stójki, przy okazji karając zawodnika z Brazylii żółtą kartką za atak po komendzie. Następnie fighterzy sprawdzili swoją stójkę, z której dowiedzieliśmy się tyle, że Otsuka ma pewne zdolności do robienia show. Poza tym był aktywniejszy w tej płaszczyźnie, podczas gdy jego przeciwnik głównie kontrował. Druga runda o wiele ciekawsza, zdecydowała o zwycięstwie Fernandesa. Brazylijczyk nawet wszedł za plecy oponenta i już myślałem że skończy się na RNC ale nic takiego się nie stało. Decydującym momentem była akcja z 3 minuty 2 rundy kiedy Otsuka został posłany na deski kolanem. Nie przyniosło to spodziewanej egzekucji ale zapewniło zwycięstwo fighterowi z Kraju Kawy przez jednogłośną decyzję. Bibiano Fernandes w 2 rundzie GP. Jednak dość słaby start gali.

Dream FW GP 1 runda: Chase Beebe vs. Joe Warren
Walka dwóch zapaśników, z czego Warren jest nawet mistrzem świata. Beebe to były mistrz BW WEC. Początek walki i co się łatwo dało zauważyć Beebe górował boksersko i miał przewagę jeżeli chodzi o umiejętności parterowe (BJJ). Za to Warren, mimo roli debiutanta walczył bez kompleksów. Przez całą pierwszą rundę był aktywny w klinczu, często używał kolan i rzucał przeciwnikiem po ringu. Decydująca akcja zdarzyła się pod koniec 1 rundy. Warren celnym kolanem na głowę spowodował spore rozcięcie na łuku brwiowym oponenta. W przerwie między rundami nie zdołano zatamować krwawienia, w wyniku czego nie dopuszczono Beebe do 2 rundy. Joe Warren nieoczekiwanie w 2 rundzie GP!

Dream FW GP 1 runda: „Wicky” Akiyo Nishiura vs. Abel Cullum
Pojedynek który zapowiadał się na walkę wieczoru. I rzeczywiście nie zawiódł. Szybki pojedynek toczony we wszystkich płaszczyznach. Jak się należało spodziewać, Cullum sprowadzał Akiyo do parteru ale nie cały czas. Jeżeli chodzi o górę to dało się zauważyć przewagę Japończyka, choć raz w wymianie Wicky zaliczył knockdown. Na glebie jednak inicjatywę przejmował Amerykanin, który mało nie skończył Nishiury czy to armbarem czy omoplatą. Dużo też gnp z jednej i drugiej strony. Jednak to Cullum obalał, i częściej kontrolował to, co się dzieje w parterze. Pod sam koniec Japończyk zaczynał zdobywać pole, co nie wystarczyło to do zwycięstwa. Sędziowie po naprawdę dobrej walce jednogłośnie wskazali na zawodnika ze Stanów.

Superfight (LW): Mitsuhiro Ishida vs. Daisuke Nakamura
Nie było to wbrew moim oczekiwaniom porywające widowisko. Ishida przez 99% czasu kontrolował sytuację. Nie wdawał się w wymiany tylko od razu obalał a później skutecznie uniemożliwiał w parterze rozwinięcie skrzydeł przeciwnikowi. Nakamurze zdarzyło się próbować wyciągnąć jakieś submission, ale niewiele mógł zdziałać. Pod sam koniec walki bliski był leglocka ale zabrakło może 10 sekund. Takim sposobem jednogłośną decyzją wygrywa Mitsuhiro Ishida. Wydaje mi się że trochę przeceniłem możliwości Nakamury. To dobry zawodnik ale jak widać, z czołówką sobie nie radzi.

Superfight (CW -74 kg.): Shinya Aoki vs. David Gardner
Przebieg tej walki nie zdziwił mnie ani trochę. Mimo że Aoki wyłapał parę mocnych ciosów na glebie, wszedł za plecy oponenta i próbował go skończyć. Za pierwszym razem się nie udało, lecz gdy drugi raz Japończyk zdobył pozycję, udało mu się założyć RNC. Było to możliwe, gdyż Gardner coś sygnalizował albo po prostu chciał zrobić show w stylu Jasona Millera, co wykorzystał zawodnik z Japonii. Głupi błąd fightera z US. Tak czy inaczej dobra rozgrzewka dla Aokiego przed zbliżającym się turniejem wagi półśredniej.

Superfight (LW): Tatsuya Kawajiri vs. Ross Ebanez
Zdecydowanym faworytem tej walki był Kawajiri i tutaj niespodzianki nie było. Mimo że Ebanez zdołał trafić przeciwnika, to Japończyk szybko sprowadził akcję na glebę i tam kontrolując sytuację wyszedł za plecy Amerykanina i skończył walkę przez RNC. Z Ebaneza drugiego Penna nie będzie. Za to po Kawajiri po walce wyraził chęć walki z JZ Calvanem o bycie pretendentem do tytułu LW Dream.

Dream FW GP 1 runda: Micah Miller vs. Yoshiro Maeda
Walka raczej przeciętna. Do tego ciężki orzech do zgryzienia dla sędziów. Miller (który jest wyraźnie zainspirowany Aokim) zagroził poważnie parę razy Maedzie w parterze mając do wyciągnięcia techniki kończące. Amerykanin ani razu jednak nie obalił i był słabszy pod względem trafień. Pierwsze 8 minut to ostra zamułka, gdzie jedynymi wartymi uwagi zdarzeniami było wypadnięcie zawodników za ring i kolana Japończyka na dolną część pleców przeciwnika :). Pod koniec pierwszej rundy zaczęło się już robić ciekawie. W drugiej rundzie już więcej się działo i fighterzy zaprezentowali się w miarę przyzwoicie. Patrząc na postawę Maedy, na pewno niewygodnie walczyło mu się z przeciwnikiem mierzącym 183 cm (przy 63 kg!). Dla Amerykanina przejście z klatki do ringu było dobrą zamianą, gdyż mógł zaprezentować swoje możliwości techniczne. Jeżeli chodzi o werdykt, ja bym dał rundę dodatkową (jeżeli nawet nie zwycięstwo dla MM). Sędziowie jednak najwyraźniej postanowili chyba nieco pomóc swojemu zawodnikowi i dali jednogłośną decyzję dla Yoshiro Maedy. Pierwsza kontrowersyjna decyzja na galach Dream.

Dream FW GP 1 runda: Hiroyuki Takaya vs. Kim Jong Won
Znowu pierwsza runda mocno średnia. Głównie lowkicki ze strony Japończyka, który cały czas atakował. Koreańczyk to co pokazał podczas pierwszych 10 minut, to dobrą obronę w stójce oraz próby sprowadzeń. Minęło ponad pół minuty 2 rundy, gdy Takaya posłał Kima na deski prawym prostym i dobił przeciwnika gnp. Sędzia ringowy szybko przerwał walkę. Hiroyuki Takaya by TKO. Przeciętny fight, gdzie zawodnik z Japonii czaił się cały czas na decydujące uderzenie a Koreańczyk chciał utrzymać walkę na dystans. Skuteczniejszy okazał się gameplan fightera z Japonii, który zapewnił sobie awans do 2 rundy turnieju. Kim nawet jak na debiutanta nie zachwycił. Niech na razie obija się na mniejszych galach.

Dream FW GP 1 runda: Masakazu Imanari vs. Atsushi Yamamoto
Main event wypadł w nieźle choć bez fajerwerków. Imanari zawalczył w swoim stylu i nawet nie próbował wdawać się w wymiany (jeżeli już uderzał, to leciała jedna pięść i zaraz za nią szła próba obalenia). Raz nawet Yamamoto ustrzelił przeciwnika ale walki to nie skończyło. Imanari kontrolował parter i był nawet bliski skończenia oponenta czy to armbarem czy omoplatą. W stójce oprócz jednego mocnego trafienia Yamamoto, lowkicków i małych wygłupów Imanariego nic się praktycznie nie działo. Sędziowie tym razem dali zwycięstwo Masakazu Imanariemu przez split decision co moim zdaniem było dobrą decyzją. Czyżby w 2 rundzie pojedynek Kid vs. Imanari?

Gala Dream 7 była niestety najsłabszą ze wszystkich gal tej organizacji. Wydawało się dobry matchmaking GP, okazał się niestety katastrofą. Superfighty bardzo jednostronne. Najlepszą walką zdecydowanie Wicky vs. Cullum (mam nadzieję że Akiyo dostanie walkę rezerwową na finały). Main event również nie był tragiczny. Reszta przeciętna lub wręcz słaba. Z wyróżnień indywidualnych na pewno należy wspomnieć o Warrenie i Takayi, oraz o zwycięzcach superwalk. Teraz przed nami Dream 8 które jestem pewien, że wypadnie dużo lepiej. Jeżeli miałbym podsumować D7 jednym słowem, powiem – rozczarowanie. Wydawałoby się że taka liczba w miarę uznanych zawodników w najniższej wadze Dream zapewni dobre emocje i szybkie walki. Niestety rzeczywistość nieco zweryfikowała to założenie. Na razie traktujmy tą 1 rundę GP jako odsiew. Od 2 rundy zacznie się prawdziwa rywalizacja.

Kończę infę, spadam do domu, później od moich możliwości psychofizycznych będzie zależeć czy po zjedzeniu obiadośniadania i później życiowo-egzystencjalna decyzja – robimy audycję czy rzeźbimy we fruityloopsie? Raczej to 1 gala Dream 7 już niedługo. A reedycję płytki spróbuje jeszcze dziś zrobić.

A na kolację jajecznica ziooooooooooooooom!!